Jestem dosyć wybredna co do muzeów, a to miejsce uważam naprawdę za sztosik. Warte wybrania się tam specjalnie – jestem pewna, że nie pożałowalibyście.
W poznańskie wybieram się rzadko, staram się też dość skrupulatnie dobierać cele wycieczek. Czasem się zawiodę, nie mówię, że nie, ale tutaj doświadczyłam zaspokojenia swoich wszelkich doznań estetycznych.
A zachęciła mnie swoją opowieścią z Kórnika: Jotka.
Neogotycka rezydencja o iście romantycznym charakterze, pierwotnie miała bardziej surowe uosobienie, bowiem powstała na późnośredniowiecznych murach warowni rycerskiej.
Zamek obronny w Kórniku wybudowano w drugiej połowie XIV wieku z inicjatywy Wyszoty herbu Łodzia. Zamek był z cegły na kamiennych fundamentach, okolony fosą. Posiadał cylindryczną wieżę w narożniku (miała 8 m średnicy).
Zamek był wiele razy przebudowywany. W odnalezionym dokumencie widnieje treść umowy o przekształceniu warowni oraz powiększeniu powierzchni użytkowej. Doszły dwa trzykondygnacyjne domy mieszkalne i dwie półcylindryczne baszty.
W pierwszej połowie XV wieku. Wejścia strzegła drewniana brona oraz most zwodzony.
Zamek wyglądał bardzo ładnie, każdy nowo-dostawiany budynek, także spichlerz, czy nadbudówki, zbudowano w konstrukcji szachulcowej.
Zamek dalej przechodził z rąk do rąk, ale nie wnosiło to wielkich zmian w jego oblicze.
Dopiero w roku 1552 gdy w spadku otrzymał włości Stanisław Górka, przebudowy były w centrum życia zamku.
W wyniku połączenia wielu budynków, utworzono trzykondygnacyjną siedzibę. W jej przyziemiu powstały pomieszczenia gospodarcze, na piętrze komnaty reprezentacyjne, wyżej komnaty gościnne i pokoje dla dworzan.
Pokój pana znajdował się tam, gdzie później utworzono Pokój Generałowej. Sień zaś, znajdowała się tam, gdzie dziś klatka schodowa, korytarz i Czarna Sala. We wieży był skarbiec pana domu oraz arsenał.
Dalej znów wynikiem zmian właścicieli, zamek prężył swe mury dumnie, dopóki nie dostał się pod władanie dwóch synów Zygmunta Grudzińskiego – Aleksandrowi i Andrzejowi Karolowi.
Bracia posiadali własne domostwa rodowe, dlatego zamek w Kórniku nie miał dla nich większego znaczenia i ten podupadł na swym stanie i jakości, widocznie zaniedbany i przede wszystkim niezamieszkały.
W murach, z których ucieka ognisko domowe, zamieszkuje głucha cisza i upadek...
Wkrótce nastał w kraju trudny czas, lata Potopu, wówczas zamek dość mocno ucierpiał. Po tym okresie dobra kórnickie otrzymali Działyńscy. Gdy majątek przejęła Teofila z Działyńskich, Szołdrska-Potulicka, zostali sprowadzeni niemieccy osadnicy, a zamek na powrót stał się rezydencją panów.
Podczas remontu dobudowano na froncie dwa ryzality z ozdobnymi, kopulastymi dachami i flankowany figurami dekoracyjny szczyt. Boki dziedzińca zabudowano dwoma oficynami, a całości nadano styl bardziej barokowy.
![]() |
| Zamek za panowania Teofili. |
Dalsza historia to awantury rodzinne zakończone w sądzie, ale poprzedzone długimi procesami. Dlatego możecie sobie tylko wyobrazić, że piękna budowla miała przez dłuższy czas status opuszczonej i niszczała, choć pamiętana i nadal pożądana.
Jakby tego było mało, komnaty rezydencji zbezcześciło w przyszłości wydzierżawienie jej na magazyny wojskowe.
Na pomoc pięknej architekturze przybył Tytus Adam hr. Działyński, który po paru latach perturbacji, roztoczył nad zamkiem należytą opiekę.
W wielkim skrócie – nowy pan rozmiłowany w swej arystokratycznej historii, wymarzył sobie przebudowę zamku na coś w bardziej romantycznym charakterze, lecz rozpoczęte prace przerwało powstanie listopadowe, podczas którego zdążył wziąć udział, zostać skazanym, uciec i w końcu powrócić.
Odzyskał Kórnik w procesie o zawłaszczenie mienia i wkrótce po tym, wznowił prace remontowe.
To kluczowy okres w historii zamku.
Zamek wówczas utracił charakter pałacu barokowego. Zmienił się nie do poznania, stał się bowiem romantyczną rezydencją w stylu gotyku angielskiego z reminescencjami architektury orientalnej.
Zamek podwyższono o jedno piętro, zamykając krenelażem. Pojawiły się loggie, wieżyczki i wykusze, a dominantą stała się wysoka wieża z blankami i mniejszą smukłą wieżyczką.
Wtedy istniał jeszcze babiniec (przedsionek), ale ze względu na pękające mury, rozebrano go w roku 1937. W narożnikach pojawiły się prostokątne wieże i szeroki ryzalit z ostrołukową arkadą.
Powstała też dwupiętrowa sala dekorowana w stylu mauretańskim, dość charakterystyczna i mocno kojarzona z tym właśnie zamkiem. Do tego wstawiono nowe odrzwia, intarsjowane posadzki, gotyckie sklepienia, nową sztukaterię sufitów i zdobne stropy.
Druga wojna nie przyczyniła się do mocnych zniszczeń posiadłości, jednakże Niemcy urządzili w nim składy zrabowanych zbiorów muzealnych, co przeciążyło jego stropy.
Niestety pojawił się też drugi czynnik pogarszający stan zamku, mianowicie obniżył się poziom wód gruntowych, a to przy takiej architekturze powoduje niemałe szkody... Drewniane pale tkwiące w fundamentach zaczęły butwieć i mury zaczęły osiadać.
Niemcy przy odwrocie niestety pozostawili w zamku obraz nędzy i rozpaczy. Całe wnętrza zajmowały stosy roztrzaskanych mebli, rozbitych skrzyń, pełno szkła i porcelany. Porozrzucane dokumenty i książki, oraz powyłamywane drzwi.
W roku 1947 założono stalowe kotwy i wzmocniono fundamenty. 5 lat później działano z tematem dalej i uratowano zamek.
W latach 1957-59 wyremontowano wnętrza i otworzono w zamku Bibliotekę Kórnicką.
To co często jest zmorą muzeów, to wyposażenia uzbierane z różnych epok. Tutaj możemy oglądać zachowane niemal bez zmian, XIX-wieczne wnętrza, a w nich rzeźby, meble, militaria, obrazy, trofea myśliwskie, zbiory podróżnicze i etnograficzne.
Co zatem z meblami? Jedyny oryginalny mebel pozostały z wyposażenia ostatniego mieszkańca, to mahoniowe empirowe biurko z XIX wieku. Reszta wyposażenia została dobrana zgodnie z epoką, jaką pozostawił po sobie Tytus Działyński i następca Władysław Zamoyski. Obaj panowie dokonali żywota w tymże zamku.


























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz