Muzeum powstało na terenie XIX-wiecznej parowozowni. Terenem opiekuje się Towarzystwo Kolei Wielkopolskiej. Od tej pory są tu gromadzone (i odrestaurowywane) lokomotywy ocalone przed złomowaniem.
W zbiorach Jarocina możemy zobaczyć 60 zabytkowych egzemplarzy.
Niektóre przykłady jakie można tam zobaczyć:
Wagon węglarka Królewskich Kolei Saksońskich z połowy XIX wieku
Jego drewnianą konstrukcja z pewnością wyróżnia go od innych. Obiekt pamięta początki kolejnictwa. Zobaczymy na nim haki do przypinania koni.
Wagon opatrunkowo-apteczny typu 406C z 1988 roku produkcji polskiej
Łatwo się domyślić, iż z wagonu korzystano w czasach wojennych, a także klęsk żywiołowych. Na pokładzie znajdowała się apteka i stoły zabiegowe.
Amerykański dźwig samojezdny Kafar American z lat 40-tych ubiegłego wieku
Pracował jako kafar do wbijania pali. Używano go przy budowie mostów, nabrzeży i innych konstrukcji wymagających solidnych fundamentów.
Holenderski wagon do przewozu gazu świetlnego z lat 20-tych ubiegłego wieku
Pt47
Pośpieszny parowóz osobowy (produkcja: 1948-51). Produkowany w Fabloku (chrzanowskim) i w Poznaniu (Zakłady Metalowe).
Eksploatowany do samego schyłku lat 80-tych, na głównych liniach pasażerskich i w składach towarowych.
Niniejsza sztuka została wyprodukowana w roku 1948 w Poznaniu.
Parowozownia w Jarocinie przyczyniła się znacznie do rozwoju miasta jak i całego regionu. Historia węzła kolejowego w Wielkopolsce zaczyna się w roku 1875, po otwarciu linii Oleśnica - Gniezno i Poznań - Kluczbork.
Wówczas nieduże parowozownie należały do prywatnych towarzystw kolejowych – Kolei Oleśnicko-Gnieźnieńskiej i Kolei Poznańsko-Kluczborskiej. Nazwy chyba nie dziwią. ;)
Po ich upaństwowieniu (1884 r.), a konkretnie w latach 1888–1889, zbudowano jedną dużą parowozownię. Była to hala na 16 stanowisk, wachlarzowa z obrotnicą.
Eksploatacja tejże parowozowni zakończyła się w roku 1992.
Istnieje legenda mówiąca, iż pod parowozownią ciągnie się system tuneli i schronów przeciwlotniczych.
Wzdłuż torów odchodząc, od obrotnicy, można zobaczyć o wiele więcej wagonów. Trzeba trochę pobuszować w krzakach, a znajdziemy tam także fragmenty konstrukcyjne starego dworca PKP Jarocin.
Jak odpalić parowóz?
Jego ogromna siła jest w kotle. Gdybyśmy przekroili go na pół, zobaczylibyśmy palenisko w skrzyni wodnej otoczonej wodą, rury ogniowe, skrzynię dymową czyli dymnicę, ciąg wywołany ulatującą parą.
Wiemy z fizyki, że woda zaczyna wrzeć w temperaturze 100 ºC, zaś przy wyższym ciśnieniu, temperatura wrzenia także się podnosi. W kotle parowym z zamierzchłych czasów, ciśnienie nie przekraczało czterech atmosfer. W takim ciśnieniu, temperatura wrzenia to 144ºC.
Pominę szczegółowy opis, przejdę do sedna.
Parę z kotła należy ogrzać, (w tym celu przelatuje rurami w strumieniu gorących spalin). Trzeba ją przegrzać, a wtedy wpuszczona do cylindra, rozpręża się nie skraplając się i wykonując większą pracę.
Odpalanie w kilku krokach:
Palenisko: Rozpalić palenisko. Kocioł napełnić wodą. Na ruszt załadować węgiel lub drewno.
Ciśnienie: Woda wrze, mamy parę. Rośnie ciśnienie i temperatura w kotle, ale nie myślcie sobie, że za chwilę wystawicie zimny łokieć i pojedziecie. To może trwać od kilku do kilkunastu godzin w zależności od wielkości parowozu... więc raczej weźcie grubą książkę.
Rewers: Dźwignia Johnsona – tak się nazywa rewers – tym kontrolujesz kierunek jazdy (masz mały zasób, bo albo do przodu, albo do tyłu, to nie parowóz Emmetta Browna, tym nie polecisz) i stopień wypełnienia cylindrów parą.
Ruszaj: Jak już skończysz czytać książkę, ciśnienie pary powinno być wystarczające. Otwiera się główny zawór parowy, a para zaczyna napędzać układ napędowy.
![]() |
| Ta maszyna rozpala się 12 h. |





















Wow, coś pięknego!!! Zawsze miałem słabość do wszelkich pociągów, lokomotyw i torów kolejowych i bardzo lubię odwiedzać muzea kolejowe, zresztą niektóre działają bardzo prężnie, budują nowe tory, odnawiają stacje kolejowe i wypożyczają je na różne uroczystości, członkowie robią "prawo jazdy" na pociągi i nawet można się przejechać kilkanaście kilometrów takimi zabytkowymi pociągami. Będąc w USA, też często podziwiałem przepiękne, ogromne lokomotywy, jak i te mniejsze. Lubię też robić zdjęcia porzuconym trasą kolejowym, mostom, stacją, parowozownią i innym pozostałością po tych tak bardzo ważnych kiedyś arteriach komunikacyjnych, dzięki którym Kanada i USA mogły zostać szybko skolonizowane. Chociaż jest już bardzo późno, chciałem zamieścić ten komentarz-wrócę na tą stronę i dokładnie ją przejrzę.
OdpowiedzUsuńNo to się rozumiemy, interesuje mnie to wszystko, co wymieniłeś, głównie fotograficznie, ale gdzieś tam kiełkuje myśl, żeby kiedyś przejechać się parowozem... lokomotywą, bo w wagonie to nie sztuka.
UsuńAle "prawo jazdy", żeby w ogóle móc wyjechać na tory, kosztują trochę zachodu. Trzeba mieć licencję maszynisty oraz świadectwo maszynisty. Cały proces trwa zazwyczaj około dwóch lat i wymaga spełnienia surowych norm zdrowotnych oraz formalnych. Musiałabym być co najmniej po szkole zawodowej, czyli jakieś policealnej.
U Ciebie jeździ ten największy parowóz na świecie, Union Pacyfik 4014. :)
Obejrzałem i przeczytałem Twój wpis już „na spokojnie”. Pamiętam, że w latach 70. XX wieku podobne muzeum znajdowało się na terenie byłego Dworca Głównego w Warszawie.
UsuńW Kanadzie od czasu do czasu można natknąć się na wagony typu caboose (wagon służbowy, zwany potocznie „kambuzem”). Niektóre z nich zostały nawet przerobione na niewielkie hoteliki. Z kolei jedna z bardzo popularnych restauracji przy autostradzie nr 11 w Ontario, słynąca z hamburgerów, wykorzystuje kilka starych wagonów pasażerskich jako sale restauracyjne.
W maju i czerwcu tego roku byłem nad jeziorem Erie i planowałem odwiedzić muzeum kolejnictwa w miejscowości St. Thomas. Niestety, z powodu problemów finansowych (a być może także braku wolontariuszy) pozostawało ono zamknięte. Kiedy odwiedziłem je ponad 20 lat temu, oglądałem między innymi ogromny parowóz, który był utrzymany w tak perfekcyjnym stanie, że jego palenisko lśniło niczym lustro — można by w nim było niemal spożywać posiłki. 😁
Kiedyś na YouTube oglądałem filmy wyjaśniające zasadę działania parowozów. Okazało się, że ich konstrukcja była znacznie bardziej skomplikowana, niż przypuszczałem. Z biegiem lat wprowadzano wiele udoskonaleń, które stopniowo zwiększały sprawność i wydajność lokomotyw parowych.
Członkowie takich organizacji to często prawdziwi pasjonaci, gotowi poświęcić mnóstwo czasu na ratowanie kolejowego dziedzictwa. Nierzadko opiekują się zarówno czynnymi, jak i opuszczonymi liniami kolejowymi, utrzymując je w dobrym stanie i organizując przejazdy turystyczne. Wiem też, że maszynistami bywają emerytowani kolejarze z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem. Między innymi działa linia kolejowa w południowym Ontario, kursująca pomiędzy Port Stanley a St. Thomas, obsługiwana głównie przez wolontariuszy.
Mniej więcej w połowie mojego blogu MINNESOTA, USA: BIWAKOWANIE W PÓŁNOCNEJ MINNESOCIE ORAZ ZWIEDZANIE MINNESOTY W OKOLICACH MINNEAPOLIS SAMOCHODEM I ROWERAMI. 21 SIERPNIA – 30 WRZEŚNIA 2022 ROKU opisuję lokomotywę DM&IR Yellowstone Mallet nr 229, znajdującą się w północnej Minnesocie. Była ona niemal tak potężna jak słynny parowóz Union Pacific 4014 „Big Boy”. W czasie II wojny światowej przewoziła rudę żelaza i zyskała przydomek „parowozu, który pokonał Hitlera”.
Na koniec jeszcze mała ciekawostka językowa. Wiele lat temu natknąłem się w książce na wyrażenie jerkwater town, którego znaczenia zupełnie nie rozumiałem. Szukając jego etymologii, przy okazji dowiedziałem się sporo o dawnych parowozach.
Otóż niektóre lokomotywy wyposażone były w specjalne czerpaki, które podczas jazdy nabierały wodę z umieszczonych między szynami koryt wodnych, dzięki czemu nie trzeba było zatrzymywać pociągu. Jednak na mniej uczęszczanych liniach takich urządzeń często nie było. We wczesnym okresie rozwoju kolei, zwłaszcza w małych amerykańskich miejscowościach, obsługa lokomotywy czerpała wodę ze strumieni lub rzek i napełniała tender (wagon z węglem i wodą) skórzanymi wiadrami. Czynność tę określano jako jerking water, co dało początek określeniu jerkwater town — oznaczającemu niewielką, prowincjonalną miejscowość położoną z dala od głównych szlaków kolejowych. Obecnie wyrażenie jerkwater town ma wydźwięk zdecydowanie pogardliwy i oznacza coś w rodzaju „dziury”, „grajdoła” czy „pipidówki”.
Ten opis może nie jest tak obszerny jak powinien, bo można by rozwinąć parę wątków...
UsuńMam w zasobach znacznie więcej zdjęć, ale jak mówiłam, brak czasu mnie mocno ograniczył i robię te posty tak po łebkach. To samo na Łódź.
Na FB wrzucam pełne albumy, bo tam nie muszę zmieniać rozdzielczości.
Wagony przerobione na restauracyjne, to był swego czasu dosyć popularny temat w Polsce. Tak samo stare autokary. Raz widziałam nawet restaurację w samolocie pasażerskim.
Parowozy to takie turbiny w elektrowniach, o których swego czasu wiele czytałam i oglądałam trochę filmów, kiedy więcej pisałam o odwiedzonych, opuszczonych obiektach tego typu.
Odwiedziłam niedawno kolejną elektrownię, tym razem we Włoszech i tam zamiast jednej dużej turbiny, było kilka mniejszych. Ładna hala.
Frajdę mi sprawiało pisanie o łódzkich, zabytkowych już elektrociepłowniach i wyjaśnianie działania tego.
W parowozach działa podobny mechanizm, tylko większa siła jest potrzeba, bo jednak elektrownia nie musi jeździć. Czysta fizyka.
U nas w Polsce są takie linie kolejowe, zaopiekowane charytatywnie i od czasu do czasu jeżdżą po tych torach zabytki, czasem drezyny dla dzieciaków.
Drewniana podłoga w parowozie... Rzuciło mi się to od razu w oczy.
Świetna informacja o tych czerpakach. Wykorzystam kiedyś jako ciekawostkę gdy jeszcze będę pisać o parowozach, a mam chęć jeszcze kilka w Polsce odwiedzić.
PYTANKO MAM: jak tworzysz linki w komentarzach?
To wszystko są fascynujące rzeczy. Chociaż ani fizykiem, ani inżynierem nie jestem, to wiem, że ogólnie parowozy nie były wydajne i 90% ciepła po prostu uciekało kominem. Tak więc chyba starano się różnymi metodami jak najwięcej go ‘złapać’ i wykorzystać do napędu.
OdpowiedzUsuńJa mam oddzielny album na Flickr ze zdjęciami. Do używania FB nie mogę się przełamać, nie lubię go.
Blogger niestety ma sporo niedociągnięć i problemów i jednym z rozwiązań jest używanie kodu HTML. W ogóle spędziłem bardzo dużo czasu, aby wreszcie nauczyć się tak zamieszczać tekst, żeby był jednakowy, nie zmieniał wielkości czcionek i paragrafów, żeby zdjęcia nie przesuwały się, itd. Na razie ten system działa—bo poprzednio to spędzałem więcej czasu na borykanie się z technicznymi aspektami blogów, niż z ich pisaniem.
Aby stworzyć link w komentarzu, wrzuć następujący kod HTML:
<a href="YOUR_URL_HERE">Your Link Text</a>
• YOUR_URL_HERE zastąp adresem internetowym
• Your Link Text zastąp jakimkolwiek tekstem, jaki chcesz umieścić.
W moim poprzednim komentarzu link na temat linii kolejowej w południowym Ontario tak stworzyłem:
• YOUR_URL_HERE zastąpiłem https://www.pstr.on.ca/
• Your Link Text zastąpiłem linia kolejowa
A przy okazji….
Jeżeli chciałabyś pewne wyrazy/zdania pogrubić (bold), to Bold Text zastąp Twoim tekstem, który chcesz pogrubić:
• Bold: <b>Bold Text</b>
Jeżeli chciałabyś napisać kursywą (italic) to Italic Text zastąp Twoim tekstem, który chcesz napisać kursywą:
• Italic: <i>Italic Text</i>
I ostatnia rzecz: jeżeli chciałabyś zobaczyć, jak stworzone przez ciebie kody HTML będą wyglądały w finałowym tekście, wejdź na tę stronę: https://static.app/html-test
Następnie skopiuj i wpisz (copy & paste) stworzony przez Ciebie HTML kod (lub nawet cały komentarz) po lewej stronie (pod HTML Code). Po prawej stronie (Preview) zobaczysz, jak będą wyglądały Twoje HTML kody w finałowych komentarzach.
Nota bene, AI (np. chatGPT) może to wszystko zrobić automatycznie, co często zaoszczędza 99 % czasu, szczególnie, gdy musisz wprowadzić wiele kodów HTML.
Jak masz pytania, to chętnie odpowiem.
Powodzenia!
Ten wagon medyczny bardzo ciekawy, nigdy takiego nie spotkałam.
OdpowiedzUsuńJa też nie, niezła ciekawostka.
UsuńMówiąc o tym wagonie opatrunkowo - aptecznym, to pamiętam tego rodzaju pociąg w Indiach. Wyposażony był w sale do robienia zabiegów—wówczas to usuwania zaćm. To była bezpłatna akcja, oparta na dotacjach i wielu woluntariuszach, którzy musieli dowieźć potencjalnych pacjentów do jakiegoś punktu (co absolutnie nie jest proste w tym kraju), a następnie cały zespół przygotowywał ich do zabiegów. Natomiast lekarze jedynie podchodzili do pacjenta, wykonywali zabieg, myli ręce i dochodzili do następnego. To wszystko miało miejsce w pociągowym wagonie, co niezmiernie ułatwiało pracę.
OdpowiedzUsuńOczywiście, szczytem luksusu były prywatne wagony, niektóre przypominające luksusowe salony. Super bogata elita doczepiała je do pociągów i w ten sposób podróżowała, izolując się od „pospólstwa”! Do tej pory można zobaczyć takie wagony, a nawet się nimi przejechać.
W jednym z odcinków serialu „The Simpsons”, Homer odwiedza salon Bentleyów w Springfield z monoklem w ręku. Udając bogatego „hrabiego Homera”, zadaje kultowe pytanie: „Jakie zalety ma ten samochód nad, powiedzmy, pociągiem – na którego też mnie stać?”, aby zdobyć darmowe wejściówki do spa.
Gdy następnym razem pójdę do salonu samochodowego, że powonieniem zadać to samo pytanie—które pewnie nawet nie będzie zrozumiane prze większość sprzedawców!
A swoją drogą, to fajnie byłoby w nich podróżować… tylko że niestety większość tras kolejowych, istniejących 100 lat temu, już zniknęła, toteż obecnie nie byłyby praktyczne.
Haha, dobre pytanie!
Usuń