Neogotyk. Zabytek powstały w XVIII w., majątek wówczas należał do rodziny baronów von Seherr–Thoss.
W roku 1830 r. właściciel zmienił się, był nim radca górniczy von Milecky.
Zaś od roku 1845 przejęła włości rodzina Moriz–Eichborn.
Po nich, choć na krótki czas, majętność powróciła w ręce rodziny von Seherr–Thoss. Co się wówczas stało?
Otóż w roku 1897 były starosta i tajny radca stanu Stanislaus baron von Seherr–Thoss z Wawrzeńczyc... – sprzedał go.
Szczęśliwym kupcem był Kuno von Portatiusowi, cesarski radca poselstwa w Szwecji.
Podczas swych rządów, przebudował pałac (1898–1899).
Po II wojnie w obiekcie umieszczono biura, sklep i przedszkole. Część pałacu zamieniono na mieszkania.
W roku 2015 wybuchł pożar, który przesądził o losach budynku i który sprawił, że nie miałam na czym zawiesić obiektywu. Spalone schody, prócz tego gołe ściany, żadnej finezji.
Niestety nie udało mi się dostać do kręconej klatki schodowej w wieży.
Najprawdopodobniej remont przekracza budżet właściciela,
który do tej pory próbuje pałac sprzedać.
Mauzoleum
Pośród kniei dzikiego parku stoją ruiny kaplicy i mauzoleum rodu von Portatius. Obecnie możemy oglądać jedynie fragmenty ścian i neoromański portal z inskrypcją.
Na całym terenie można natknąć się na fragmenty kamieni nagrobnych.
Kaplica była niemała. Budowla z kamienia i cegły posiadała okazałą wieżę. Powstała na przełomie XIX i XX wieku zasponsorowana przez Kuno von Portatiusa.
Pod koniec XX wieku wybuchł tu pożar, a później wszystko zawaliło się przez lata zaniedbania.
![]() |
| zdj.: polska-org.pl |








Dolny Śląsk pełen jest takich zabytkowych perełek. Żal ściska, że większość popada w ruinę. Ten pałac, pomimo pożaru, trzyma się całkiem nieźle :)
OdpowiedzUsuńW gruncie rzeczy, wszystko poza tamtymi jednymi schodami trzymało się stabilnie. Nic tylko remont i mogłoby tu być naprawdę ciekawe miejsce turystyczne.
UsuńTo naprawdę smutna historia, ale też fascynująca. Widać, jak wiele warstw ma ten pałac – od baronów von Seherr–Thoss, przez rodzinę Moriz–Eichborn, aż po von Portatiusa. Szkoda, że pożary i zaniedbania tak mocno zniszczyły wnętrza, bo to musiała być prawdziwa perełka architektury neogotyckiej. Mauzoleum w parku też robi wrażenie – nawet ruiny mają swoją tajemniczą, melancholijną aurę. Fajnie, że ktoś dokumentuje te miejsca, bo dzięki temu historia i pamięć o dawnych właścicielach i ich architektonicznych wizjach przetrwa, nawet jeśli budynki same nie mają już dawnego blasku.
OdpowiedzUsuńTak, to naprawdę smutna historia, ale też fascynująca. Tak, widać również, jak wiele warstw ma ten pałac – od baronów von Seherr–Thoss, przez rodzinę Moriz–Eichborn, aż po von Portatiusa. Też uważam, że wielka szkoda, że pożary i zaniedbania tak mocno zniszczyły wnętrza, bo to musiała być prawdziwa perełka architektury neogotyckiej. Tak, mauzoleum w parku robi wrażenie. To prawda – nawet ruiny mają swoją tajemniczą, melancholijną aurę. Cieszę się, że mogę dokumentować te miejsca, bo dzięki temu historia i pamięć o dawnych właścicielach i ich architektonicznych wizjach przetrwa, nawet jeśli budynki same nie mają już dawnego blasku.
UsuńTak, też umiem korzystać z AI.