wtorek, 5 maja 2026

SUDETY | GÓRY SOWIE | Głuszyca, województwo dolnośląskie, powiat wałbrzyski

Niewielkie miejscowości mają swój niezaprzeczalny magnetyzm. Myślisz sobie – godzinka spaceru i pozwiedzane. Nic bardziej mylnego, bo parę godzin to było mało, aby powiedzieć teraz, że wyeksplorowałam Głuszycę do cna. Zostało mi kilka znaków zapytania, oraz niewykorzystanych możliwości.
    Zaczęło się od tego, że pewna młoda dama, zobaczywszy dwie osoby z aparatami, przybiegła do nas z przeciwnej strony ulicy i tak rzekła:

    – Jakby mieli państwo tak z pięć godzin, to Wam załatwię najlepszego przewodnika w mieście, ale to minimum te pięć godzin, bo jak pan się rozgada...

Z czasem w planie napiętym jak plandeka w Jelczu było kiepsko, ale można plany ewentualnie trochę naciągnąć. Młoda dama zadzwoniła po jegomościa dysponującego pożądaną wiedzą, lecz niestety jegomość był w trasie, a dnia następnego opuszczaliśmy już Głuszycę.
    Lecz skoro jegomość był na drucie, skorzystaliśmy i zadaliśmy pytanie. Dlaczego na budynku poczty jest symbol oznaczający elektrownię? Oczywiście, że znał odpowiedź, ale po kolei, wszystko Wam opowiem. Czytajcie dalej!



Zwiedzając Głuszycę, miałam wrażenie, że tutejsi mieszkańcy mają mocną więź emocjonalną i duchową z tym miastem. Wcale nie przesadzam! Ta historia zwiedzania Głuszycy, pokażę Wam wlot, że to nie jest nadinterpretacja. To co nas spotkało, to było jak sen turysty.
   Głuszyca ma podobną historię do łódzkiej, dotyka zakładów włókienniczych. Miasto jednakże jest atrakcyjniej położone w górskiej kotlinie. Jest otoczona prawie ze wszystkich stron stromymi górami. Tutaj potoki górskie robią robotę, nadając terenom bajkowej malowniczości. Przez miasto przepływa wartki nurt rzeki Bystrzyca. W głębi osiedle robotnicze, domy robotnicze, fabryka i wille fabrykanta.

Panorama miasta to nie lada ciekawostka. Wyobraźcie sobie pustkowia i wynurzające się ponad lasami kominy fabryczne i  pałacowe wieże.

Głuszyca początkowo była terenem rolniczym. W osadzie rozwijało się też rzemiosło, ale w drugiej połowie XIX wieku rozpoczął się nieoczekiwany rozwój, rozkwitł przemysł.

To tak słowem wstępu, by – mam nadzieję – zaciekawić do dalszej lektury.


Budynek poczty
Grunwaldzka

Pochodzi z przełomu XIX i XX wieku. Ośrodek tkacki, którym była Głuszyca, potrzebował placówki pocztowej, ważnego punku dla handlowego charakteru miejscowości.
    Budynek od samego początku swego przeznaczenia, aż do dzisiaj działał jako poczta.

Architektonicznie jest to styl typowy dla budynków użyteczności publicznej w Cesarstwie Niemieckim. I ten konkretny budynek nie zmienił się od początku nic a nic.
    Symbol elektrowni na boku znamionuje przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną, czyli obsługę tzw. telegrafu, który Głuszyca otrzymała w roku 1871.











Willa fabrykanta

Została wzniesiona w roku 1862 bardzo blisko fabryki, co mnie jako mieszkanki Łodzi, wcale nie dziwi. Nasi łódzcy fabrykanci zawsze mieli oko na swoją firmę.

Willę pierwotnie otaczał wielki park w stylu angielskim. Po wojnie jednak nie był pielęgnowany i przestał być efektowny.
    Przez lata willa dostąpiła wielokrotnej przebudowy i modernizacji, przez co utraciła swój pierwotny, historyczny wygląd dostojnego pałacu.
    Dziś mieści się tu Urząd Miejski.











Bliższa zabudowa też była niczego sobie.






Tereny pofabryczne

Znalazłszy się na terenie, podszedł do nas miły pan i opowiedział nam o rodzinie Kaufmanów. Sytuacja o tyle dziwna, że to już była druga taka akcja w ciągu dnia, kiedy ktoś nas zaczepił aby usłużyć nam za przewodnika... Wspaniałe miasto, wspaniali ludzie, a może to nasz urok?...(!!)



Rodzina Kaufman – skąd się tu wzięli?

Rodzina Kauffmanów to byli w tamtych czasach znamienici przemysłowcy, którzy przyczynili się do rozwoju gminy.
    Meyer Kauffman przyszedł na świat we Frankfurcie. Jego ojciec był kupcem, nazywał się Schalom ben Jakhutiel. Stąd nazwisko – Kauffmann, co po polsku oznacza po prostu kupiec. Miano zostało podobno użyte przez przypadek w jakimś dokumencie i tak stało się nazwiskiem. W archiwach natomiast, widnieje nazwisko Prager od czeskiej Pragi. Stamtąd bowiem, ojciec przybył do Frankfurtu.
Matka Meyera, Gittel Baschwitz, pochodziła ze znanej rodziny drukarzy.


Swą karierę Meyer zapoczątkował w firmie handlującej zbożem w Szczecinie. Później w roku 1815 zaciągnął się do wojska. Po zakończeniu służby był handlarzem obwoźnym. Dysponował takimi towarami jak zegarki i części do zegarków.
    Po pewnym czasie osiadł w Świdnicy, gdzie poznał swą przyszłą żonę, Philipinne Wiener. Jej ojciec po fachu także kupiec, pracował dla wrocławskiej firmy, handlował sprzętami gospodarstwa domowego.

Po ślubie zamieszkali w kamienicy „Pod Wagą” (na świdnickim rynku), w której otworzył sklep z zegarami, pasmanterią i płótnem.
    Okazało się, że żona ma smykałkę do handlu, była lubiana i przynosiła rodzinie zawodowe owoce.


Po latach Meyer rozpoczął współpracę. Sprzedawał ich wyroby we Wrocławiu, a stamtąd przywoził przędzę dla chałupników do przerobienia. Taka produkcja płótna wzbogacała asortyment Meyera.
    Jednakże w tym czasie Meyer zauważył popyt na produkty bawełniane. 
W ten oto sposób narodził się pomysł, by przebudować część kamienicy i tak powstała bawełniana manufaktura. Meyer posunął się do tego, by celem uzyskania jak największej liczby rąk do pracy, postarać się o zainstalowanie swoich krosien w więzieniu. W ten sposób wykorzystał pracę osadzonych.


Kaufmanowie mieli dzieli, m.in. syna Salomona, którego wychowywali na zastępcę w firmie. Już jako piętnastolatek był włączony w rodzinne interesy.
    Był także kontrolerem jakości, co zmuszało go do wielu podróży po całym świecie. Korzystał i każdy wolny czas w delegacjach, wędrował. W ten sposób zakochał się w górach.

Nadszedł rok 1852 gdy ów niemiecki Żyd, rozpoczął budowę tkalni i farbiarni, uruchomionej 2 lata później. Następne cztery lata to nowa przędzalnia lnu, która powstała dla Juliana Webskiego, także fabrykanta.

Istniał jeszcze jeden fabrykant nazwiskiem Reinchenheim, który w roku 1861 wystawił olbrzymią tkalnię na 551 krosien, a w latach 1863-1864 postarał się o nową przędzalnię czesankową.

Dawny budynek straży ogniowej.


Zakłady Mayera, rok 1900.

W końcu w drugiej połowie XIX wieku powstaje kapitalistyczne osiedle robotnicze.

W roku 1888 roku bracia Reinchemheim sprzedali swoje imperium Kauffmanowi. Zakład Meyera Kauffmana – MK Textilwerke A-G otrzymał kolejne oddziały wykańczalni, farbiarni, przędzalni, stając się ogromnym zakładem włókienniczym.






Na rewersie.




Klasycznie fabrykanci jęli wznosić sobie obok zakładów wspaniałe pałacyki otoczone parkami.


Willa Scheff
Grunwaldzka 36

Została wzniesiona w drugiej połowie XIX wieku dla Roberta Kauffmanna. Pod koniec wieku nową właścicielką została Martha Scheff z domu Kauffmann.
    W późniejszych latach rodzina Scheff przeprowadziła się do Berlina, gdzie pan domu, Fritz Scheff, został prawnikiem. W czasie wojny cała rodzina zginęła w tragicznych okolicznościach.

Budynek stoi przy ulicy, więc od razu go widać. Wyróżnia się wysokim dachem oraz okrągłą więżą z hełmem.
    Po wojnie w budynku wybuchł pożar, trawiąc wspaniały dach. Odbudowano go później niestety w płaskiej formie. Od roku 1975 do 2001 w willi tej mieściła się Biblioteka Centralna w Głuszycy.
    Gdy willę kupił prywatny właściciel, wyremontował obiekt odtwarzając spadziste dachy oraz hełm na wieży. Prace nadal trwają.

Dziś dostojny budynek jest własnością prywatną i jest obecnie remontowany. Niestety przeznaczenie obiektu nie jest mi znane.

















Pałacyk

Wystawiona w roku 1894 dla Salomona Kaufmanna – syna lokalnego fabrykanta bawełny – Meyera Kaufmanna.
    Willa w stylu neorenesansowym na planie kwadratu. Piętrowa z przybudówkami i okazałą okrągłą wieżą. W wejściu czterokolumnowy portyk zwieńczony balkonem.
    Zdobienia budynku zawierające symbole kultury żydowskiej, zachowały się w nieznacznej części, gdyż w czasie wojny były niszczone.

Po drugiej wojnie otworzono tu przedszkole, następnie w tych zacnych murach funkcjonował zakładowy dom kultury, następnie pałac ślubów, później szkoła.
    Dziś obiekt jest prywatny, ale wystawiany na sprzedaż.















Cudem ocalała gwiazda Dawida.

______

Każdy z tych domów ma swoją cenną historię. Nie każdy pewnikiem, ma ją spisaną i łatwodostępną. Te mury pamiętają parę pokoleń wstecz, dziś ich rustykowane faktury są pokryte kurzem, a we wnętrzach powstaje nowa historia.
    Nie o każdym ciekawym miejscu potrafię coś powiedzieć. Zwróciły jednak moją uwagę ciesząc oczy swoją urodą i nakarmiły moją potrzebę odczuwania dobrej estetyki.





______

Dawna "Gospoda pod Jeleniem"

Ten budynek od razu zwrócił moją uwagę. Pochodzi z lat 1768-1774. Gdy zabudowywano to gospodarstwo, tworzono je z myślą o browarze i właśnie tej gospodzie z miejscami noclegowymi.

Gospoda powstała na planie prostokąta z małym traktem. Budynek jest piętrowy, siedmioosiowy.
    Piętro na drewnianej konstrukcji szkieletowej.

Dach mansardowy z lukarnami, pokryty jest łupkiem. Uszakowe portale z kamienia, pochodzą z roku 1784 i 1786.
    Opaski okienne na parterze.

Nie są wobec budynku podejmowane żadne inicjatywy, obiekt niszczeje, choć mógłby służyć turystom niezależnie od pomysłu na zaadaptowanie. Skansen, muzeum, może restauracja?




______



Kozacki sweterek!
Nosiłabym.


______

Górna 5

Piękny dom, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Czułam nosem, że tam znajdę coś ładnego.
    W środku na parterze klinkierowa cegła, a same schody – petarda! Stolarka drzwiowa śliczna!

I tu znów potwierdza się historia o gościnności mieszkańców Głuszycy. Lokatorka wyglądająca z okna, zauważywszy nasze zainteresowanie posesją, opowiedziałam nam coś niecoś o nim.
    Dom został wzniesiony w roku 1904 przez firmę Meyer Kauffmann Textilwerk AG dla własnych pracowników.

Komin stojący za nim, nie należy do posesji. Znajduje się po drugiej stronie ulicy, która tam zakręca. Wokół niego stoją zrujnowane pozostałości po czymś czego nie znalazłam w żadnym informatorze. Teren szczelnie ogrodzony.

Komin nie jest przeciętny z wyglądu. Podstawa na planie prostokąta, prezentuje się jakby cokół i jest ciekawie zdobiona. Posiada m.in. krenelaż.

Zdj. ze strony polska.org

Wejście do domu kota. Lokator pod spodem.

Wejście do domu ludzi. ;)





Spojrzenie w górę.




______

Grunwaldzka 15

Przedszkole Samorządowe



______














W górach zawsze jest gdzie iść, nigdy się nie nudzę. Od malowniczych miejscowości po dzikie szlaki, idąc w dowolnym kierunku, zawsze jest ciekawie.
    Mamy ochotę tam wrócić. Zwiedziliśmy Głuszycę architektonicznie, natomiast przyrodniczo, kilka intrygujących punktów na mapie przyciągało nas, lecz czas nie z gumy. Dużo do nadrobienia... szans na zdjęcia we wnętrzach i poznanie ciekawych ludzi...
    A może Wy zachęceni tym krótkim przewodnikiem w pigułce, pojedziecie w niniejszy rejon poszerzyć nasze kręgi?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz